KURSY ONLINE - JAKIE I DLACZEGO WARTO BRAĆ W NICH UDZIAŁ?


Poszerzanie wiedzy i kompetencji w domu to idealna opcja, jeśli tak jak ja chcesz uzyskać certyfikat, ale nie masz czasu na wyjazdy. Nie chodzi o samo zdobycie "papierków", ale o dobór takich kursów, które znacząco Cię rozwiną i będą potwierdzeniem Twoich umiejętności. Internet daje nieograniczony dostęp do stałego rozwoju nie tylko w zakresie pasji i hobby, ale również w sferze zawodowej, więc czemu by z tego nie skorzystać? :) 

Dla mnie profesjonalizm jest ważny pod każdym względem. Dobrze jest potwierdzać swoje kompetencje nie tylko w oparciu o wykształcenie, ale także o różnego rodzaju szkolenia czy kursy. Cały czas zwiększa się oferta kursowa oferowana przez firmy oraz pojedyncze osoby, które uczą przez pryzmat własnych doświadczeń. Jeśli dobrze przekopiesz internet, to znajdziesz część szkoleń, które są bezpłatne. Są one ok, zwłaszcza gdy dotyczą one całkiem nowych dla Ciebie dziedzin. Może w trakcie się okazać, że wyobrażenie o np. projektowaniu stron internetowych nie do końca pokryło się z realiami i zupełnie się do tego nie nadajesz. 

Jedną z placówek oferujących takie kursy jest Centrum Rozwoju Personalnego we Wrocławiu. Są one podzielone tematycznie w moduły, materiały te są udostępniane w formacie PDF. Możemy je więc bez problemu wydrukować, jeśli ktoś woli wersję papierową lub studiować z pomocą laptopa, telefonu bądź innego czytnika. Po przeanalizowaniu materiałów rozwiązujemy testy, po czym otrzymujemy zaświadczenie MEN i dyplom dokumentujący ukończone szkolenie. Warunkiem jest, aby mieć z każdego testu przynajmniej 70% poprawnych odpowiedzi.


Kursy online - gdzie i dlaczego warto brać w nich udział?
Przede wszystkim dzięki kursom zdobyłam wiedzę. W przypadku kursu Specjalisty ds. Marketingu byłam pewna, że wiem wszystko. A jednak się zdziwiłam, mimo, że można powiedzieć, że sporo wiem (wcale nie jest narcyzem, serio! :D). Człowiek w sumie uczy się przez całe życie, prawda? No prawda. Z prawie wszystkimi zagadnieniami miałam już styczność i to nie raz, ponieważ związane są z profilem, na którym jestem (reklama), z niektórymi po raz pierwszy, a część z nich już znałam, ale nie pamiętałam aż tak dobrze, więc dzięki szkoleniu utrwaliłam dotychczasowe wiadomości. A o czym dokładnie jest ten kurs? Jak sama nazwa wskazuje: na temat marketingu. Stanowi on istotną rolę jeśli chodzi o efektywną sprzedaż w każdej firmie. Jest też niezwykle pomocny przy skutecznym kreowaniu przedsiębiorstwa i dążeniu do jego rozwoju. Specjalista ds. marketingu dba o pozytywny wizerunek firmy, realizuje wszystkie jej działania, planuje i kontroluje. Wiele ofert pracy obecnie tyczy się tej dziedziny, więc kurs jak najbardziej się opłaca. Aby go ukończyć musimy poświęcić mniej więcej 30 godzin - tak jest napisane na stronie. Koszt to 200 zł.

Drugi kurs, który wybrałam to Visual merchandising - profesjonalny kreator przestrzeni handlowej. Umożliwił mi zdobycie umiejętności w prosty i wygodny sposób. O czym jest? Najprościej mówiąc o urządzaniu sklepów oraz ich witryn, eksponowaniem produktów w sposób przyciągający klientów. Dzięki znajomości zasad merchandisingu można doskonale komunikować się z klientem i wpływać na jego decyzje zakupowe. Dzięki opanowaniu techniki kreowania przestrzeni handlowej będziemy umieć stworzyć środowisko sprzyjające przyjaznym i skutecznym zakupom, dzięki czemu klienci wracają do sklepu. Na stronie podano informację, że aby przyswoić wiedzę musimy poświęcić 35 godzin. Szczerzę mówiąc, nie mierzyłam ile czasu zajmie mi zapoznanie się z poszczególnymi materiałami. Na pewno dłużej niż w przypadku kursu związanego z marketingiem, bo mimo, że mam trochę doświadczenia w merchandisingu moja wiedza nie była aż tak bardzo obszerna i z wieloma wiadomościami miałam styczność po raz pierwszy. Koszt tego kursu to 220 zł.


Jestem bardzo zadowolona z kursów. Uzyskałam bardzo dużo praktycznych informacji, które na pewno przydadzą mi się nie raz w pracy związanej z tymi dziedzinami. :) Dostałam także dużego kopa do działania. Ta, w życiu bywa różnie, raz jest lepiej, a raz gorzej, a w moim przypadku zazwyczaj to drugie. Przyznaję, że z natury jestem leniwym człowiekiem, a na samą myśl, że czeka mnie zaraz matura, to wszystkiego mi się odechciewa. I tak jak brak chęci do czegokolwiek mnie nie opuszcza, tak takie szkolenia bardzo mnie motywują i przypominają - Hello! Masz coraz mniej czasu, weź się w końcu za robotę. Czerpanie motywacji od najlepszych bardzo buduje. Dobrze, że przynajmniej mam już za sobą egzaminy zawodowe.

Oprócz tego kursy online można zacząć w dowolnym momencie. Uczestniczyłam w nich wtedy, kiedy miałam na nie czas. Nikt mnie nie poganiał, nie czułam presji ze strony innych, a kurs mogłam zawiesić w każdej chwili. :) Są dla mnie efektywniejsze, bo znacznie mniej czasu spędziłam na przyswajaniu wiedzy, niż w przypadku tradycyjnych szkoleń, a tym samym szybciej się uczyłam. Dostosowuję tryb nauki pod swoje oczekiwania - w dowolnym miejscu i czasie mogę bez problemu powrócić do danych zagadnień.

Szkolenia online pozwalają także na znaczne zaoszczędzenie pieniędzy, ponieważ są o wiele tańsze, co w przypadku osób bezrobotnych bądź dysponującymi ograniczonymi środkami finansowymi jest bardzo istotne. Nie trzeba ponosić kosztów na dojazdy ani na utrzymanie w przypadku dłuższych szkoleń. Szczególnie warto decydować się na pierwsze edycje, kiedy to autorzy dopiero testują materiał i startują z naprawdę promocyjnymi cenami. No i fajnie jest potem wpisać sobie taki kurs w CV - pracodawcy z pewnością rzucą na to oko. ;)


Braliście już udział w jakimś kursie online? :) 

POTRZEBUJĘ BYĆ OFFLINE.


Blogowanie to dla mnie przyjemność, dająca możliwość podzielenia się ze światem swoim doświadczeniem i opinią. Jest środkiem, dzięki któremu mogę nagłośnić ważne sprawy i to nie tylko takie, które widzę w mediach, a takie, które dotyczą każdego z nas, zwykłych szarych ludzi. Jest też moim sposobem na zarobienie pieniędzy, takim dodatkiem do blogowania, o którym już wspominałam niejednokrotnie. Taką pracą zdalną... z nieokreślonymi godzinami. Pracuję kiedy chce, ale wiem, że tylko ode mnie zależy jaki będzie efekt końcowy. I większość blogerów ma takie podejście, że im większe grono odbiorców, tym będą mieli się czym pochwalić przed agencjami i markami. Pogoń za tym jest jak pogoń za pieniądzem. Im będzie tego wszystkiego więcej, tym większy zarobek. Doskonale to wiem, bo jest to jedna z moich form zarobku, ale mimo to, dla mnie  w pełni wystarczająca. Mało biznesowe podejście, ale tak mi odpowiada. Bo im większe grono odbiorców, tym większa odpowiedzialność. Więcej pracy, odpowiadania na maile, komentarze.

Liczę się z każdym słowem, jakie się tutaj pojawia. Każdy tekst jest w pełni mój. Oczywiście, że nigdy nie będę na takim poziomie jak strony związane z branżą beauty, fashion czy parenting, bo moja tematyka jest zupełnie inna i zdaje sobie z tego sprawę, że nie każdemu ona będzie odpowiadać, ale nie czuje się przez to gorzej. Nie mam zamiaru porównywać się z osiągnięciami innych w blogosferze. Dla mnie rozwój swojego miejsca w sieci, a cała pogoń za cyferkami i nowymi odbiorcami to dwie osobne rzeczy. Albo rozwijam go tylko dla siebie albo dbam o relacje z dotychczasowymi czytelnikami. Takimi, którzy są ze mną od dawna. To jest ważne, ale nie dam się zapędzić w ten cały wyścig szczurów, bo ilość obserwujących, ilość lajków czy ilość komentarzy nie identyfikuje mnie jako lepszego czy gorszego człowieka. Nie jest żadnym wyznacznikiem.

Ostatni wpis opublikowałam miesiąc temu
Nie panikuję też już nad sprawą związaną z regularnością wpisów. Zwyczajnie z powodu braku czasu, nie zawsze mam chwilę, żeby tu zajrzeć i coś opublikować. Dla kogoś, kto prowadzenie bloga jest pracą na pełen etat i wówczas nie musi jej dzielić z milionem innych obowiązków, priorytetem będą teksty, które są angażujące, napisane zgodnie z oczekiwaniami wyszukiwarek. Priorytetem będą też dobrze wykonane, własnoręcznie zdjęcia. I nie płaczę nad tym, że ja używam tych z darmowych banków zdjęć. Albo że ostatni tekst pojawił się u mnie miesiąc temu. Jeśli mam chwile spowodowane brakiem motywacji, odkładam na chwilę pisanie i zajmuje się czym innym. A na tych, dla których blogowanie jest istotną częścią pracy i życia, nie wylewam frustracji i nie twierdzę, że skupili się tylko na świecie online. Nie oceniam. Nikogo. Robię po prostu swoje. Bez żadnej sztywnej daty przypisanej do pojawiania się kolejnych wpisów.

Szanuję swój czas, spędzając go w inny sposób niż siedzenie przed komputerem. Potrzebuję kontaktów z ludźmi, potrzebuję być offline. Nie przekładam w żaden sposób świata wirtualnego na coś ważniejszego, niż rzeczywistość. Nie tworzę całej masy relacji, nie dzielę się każdym kawałkiem swojego życia w mediach społecznościowych. Nie przeglądam bezsensownie portali. Szanuję swój czas. W wielkim skrócie, nie ustalam ścisłych ram czasowych. Publikuje wpisy wtedy, kiedy mam na to ochotę. Nie siedzę w internecie non stop, bo nie czuję takiej potrzeby. To jest mój blog i nie gonię za dorównywaniem innym, bo cieszy mnie to, co udało mi się osiągnąć do tej pory.

Po prostu robię swoje. Tak jak najlepiej potrafię.

ZARABIANIE NA BLOGU. JAK TO WYGLĄDA W PRAKTYCE?


Bycie influencerem to naprawdę świetna sprawa i nie dziwię się, że coraz więcej osób chce rozwijać się na tej płaszczyźnie. Ja uwielbiam swoją pracę, bo łączę przyjemne z pożytecznym! Mam na myśli zarobki, które są dodatkiem do mojej pasji, czyli prowadzenia bloga.

Od razu zaznaczę, że nie każdy musi zarabiać na blogu. Nie wszyscy muszą zapędzać się w ten cały wyścig szczurów, jeżeli nie zależy im na regularnych dochodach z działalności blogowej. Ale powiedzmy wprost - jeśli ktoś pozyskuje pieniądze z prowadzenia własnej strony internetowej nie oznacza, że zależy mu tylko na zarobkach. Wszystko jest dla ludzi, a bloger to też zawód. Może nie jak każdy inny, bo się różni. Ale jeśli jest pasją, a więc także jest też czymś w czym jest się dobrym, to dlaczego by go nie monetyzować? Mimo to trzeba pamiętać o zachowaniu odpowiednich proporcji - żeby nie przyjmować każdej propozycji, bo blog stanie się reklamowym śmietnikiem. 

Jakiś czas temu napisałam tekst odnośnie kwestii zarabiania, do którego odsyłam Was tutaj. W tym wpisie również zajmę się tym tematem, ale przedstawię konkretne sposoby JAK zarobić. Wbrew pozorom to nie jest łatwy i szybki pieniądz. Żeby w ogóle zacząć trzeba mieć określoną społeczność, pisać regularnie, mieć wartościowe wpisy i przede wszystkim pomysł na własnego bloga.

Zarabianie na własnej stronie 
Zarabianie na blogu ma kilka odsłon, można to robić na kilka sposobów i cały czas powstają nowe. Wszystkie można pogrupować w kilka kategorii. Zacznę od tej, która występuje najczęściej.

Współpraca barterowa
Nie jest to odpłatna forma, aczkolwiek zapłatą jest dana rzecz lub kilka rzeczy, które firma proponuje. Barter zakłada wymianę towaru (marka) za usługi promocyjne (bloger). Zasady są proste - otrzymujesz przesyłkę z produktami, robisz im zdjęcia, testujesz i piszesz recenzje. Jest to opłacalne dla firm, które dopiero zaczynają wchodzić na rynek, a chcą wyróżnić się na tle konkurencji. To samo tyczy się w przypadku blogerów, którzy są początkujący, ale już zdążyli zaangażować konkretną społeczność i chcą przeprowadzić u siebie kampanię po raz pierwszy. Jeśli wszystko wyjdzie pomyślnie, taki barter może dobrze wyglądać jako pozycja w zakładce "Współpraca" u blogera.

Współpracuję z markami i wybieram tylko takie oferty, w których poleciłabym dany produkt - bo mi się podoba, bo go używam i lubię daną firmę. Nie chcę, żeby mój blog był reklamowym śmietniskiem. Taki 'o wszystkim i o niczym'. Zaufanie czytelników to podstawa, więc nie muszę chyba mówić, że reklamowanie niestosowanych produktów lub koloryzowanie ich działania (gdzie może być na odwrót) przez blogera nie jest zbyt moralne... Najważniejsza jest szczera opinia.


Reklamy banerowe
U mnie możecie je zauważyć na prawym, bocznym pasku, ale tak naprawdę mogą one pojawić się wszędzie - między postami, pod górną zakładką czy gdziekolwiek indziej na stronie. Może być to reklama wykupiona przez daną markę (u mnie jest to np. Allegro) lub reklama AdSense, rozliczana od kliknięcia albo od wyświetlenia. Kto chce, może je opublikować u siebie od razu. Problem tkwi w tym jednak, że sensowne zarobki są dopiero wtedy, kiedy ma się już określoną oglądalność. Mimo wszystko nie są to jakieś ogromne kwoty. W porównaniu do zarobków chociażby z afiliacji czy ze współprac, nie zarobimy na AdSense zbyt wiele. Zaletą jest jednak to, że jest to reklama bezobsługowa i dostępna dla każdego - wystarczy pobrać jednostki reklamowe z panelu. 

Teksty na zlecenie
Kojarzycie może stronę Whitepress? Albo ReachaBlogger? Technicznie wygląda to tak - agencja lub dana marka publikuje ofertę ze swoim projektem. Jeśli jesteś zainteresowany danym zleceniem, podajesz stawkę, często razem ze statystykami oraz swój pomysł na realizację oferty. Jeśli blog odpowiada klientowi (np. pod względem liczby czytelników czy tematyki), akceptuje propozycję. W tym momencie zaczynasz realizować zlecenie, najlepiej w jak najszybszym czasie i ze starannością (aby obydwie strony były zadowolone).

Realizować taką formę zarobku zaczęłam dopiero od tego roku. Nie będę chwalić się swoimi wynikami, powiem tylko tyle, że jestem zadowolona i że są zależne - niektórzy realizują takie kampanie za kilkaset złotych, ale stawki mogą sięgać nawet też do kilku tysięcy.


Afiliacja
Czyli polecanie produktu w zamian za procent od sprzedaży. Bloger odsyła czytelników do sklepu internetowego i otrzymuje prowizję od każdego dokonanego z jego linku zakupu - zwykle jest to 5-10%. Na przykład: jeśli na blogu, powiedzmy kulinarnym, przeczytacie o super produkcie i klikniecie w link polecający, po czym dokonacie zakupu, bloger otrzymuje kilka procent od sprzedaży. Jeśli chodzi o zarobki, trudno jest je chociażby oszacować.

Przykładem programu partnerskiego może być 4GSM - firma, zajmująca się sprzedażą produktów do telefonów i wszelkimi innymi akcesoriami. Rejestracja nie różni się w zasadzie niczym od innych programów danych marek. Zakładacie konto lub używacie aktualnie istniejącego; prowizja od sprzedaży wynosi 10%, naliczana jest po 30 dniach od daty zrealizowania zamówienia (jeśli towar nie zostanie zwrócony) i dla pierwszego zamówienia danego klienta. Minimalna kwota wypłaty to 50 pln, wypłaty są realizowane dwa razy w miesiącu. Moim zdaniem nie jest źle.

Afiliacja jest prosta, ale wrzucenie na bloga linku afiliacyjnego lub baneru, napisanie „polecam, kupcie” nie wystarczy. Żeby Twój Czytelnik zechciał kupić cokolwiek z Twojego polecenia, musi Ci ZAUFAĆ. Czyli uwierzyć, że to, co polecasz, to faktycznie najlepsza rzecz czy usługa, bo: sprawdziłeś ją osobiście.

Jakie formy zarobku jeszcze znacie? Zarabiacie na swoich blogach? 

JAK STWORZYŁAM PROJEKT SWOJEGO WYMARZONEGO WNĘTRZA? CZTERY KLUCZOWE ELEMENTY


Elementy, które są dla mnie najważniejsze przy projektowaniu wnętrza to przede wszystkim wybór podłogi, koloru ścian i rozplanowanie oświetlenia; dodatki, które stanowią uzupełnienie. To one decydują o klimacie, jaki panuje w pomieszczeniu, tworząc przestrzeń i stanowiąc tło do dalszych dekoracyjnych i użytkowych kroków. Przeglądałam mnóstwo inspiracji, aby określić stylistykę w jaką planuję zmierzać; różne aranżacje, takie, które przykuły mój wzrok i wywołały pozytywne emocje. 

Jestem zwolenniczką tego, aby urządzać się na spokojnie. Zanim zabrałam się za remont mojej sypialni, minęło trochę czasu. Po tym, jak wyposażyłam ją w to, co niezbędne, powoli zaczęłam dobierać do niej kolejne elementy. Przemyślałam, co jeszcze mogę dodać, zamienić. Nie zależało mi, aby wszystko było gotowe "na raz", bo potem mogłoby się okazać, że żałuje jakiejś decyzji. 

JASNE KOLORY WE WNĘTRZACH
Chcę przebywać we wnętrzu dobrze zaprojektowanym i przemyślanym. Nie lubię kiedy każda przestrzeń w domu jest urządzona w różnym stylu. Takie wnętrza są dla mnie niespokojne, chaotyczne, czuję się nimi przytłoczona. Prostota i funkcjonalność to jedne z moich ulubionych zasad, dlatego moim faworytem jest styl skandynawski. Pomieszczenia w takiej stylistyce charakteryzują się jasnym kolorem na ścianach, dzięki którym uzyskuje się optyczne powiększenie przestrzeni. Zazwyczaj jest to biel, ale często są wykorzystywane również odcienie błękitu, wrzosu, a także szary, który zagościł w mojej sypialni. W planie były dwa, trzy kolory, ale nie chciałam, by potem okazało się, że "gryzą się" wizualnie. Takie, które miały się uzupełniać, a spowodowały tylko chaos. Dwie puszki farby, a zdziałały cuda. Wcześniejsza zieleń drażniła mnie, nie wiem skąd wpadł mi pomysł, aby pokryć nią ściany.


DOBÓR PODŁOGI
Dobierając podłogę do domu, należy się zastanowić, na co tak naprawdę najbardziej nam zależy. Czy ma być odporna na wilgoć, czy będziemy mieli czas na jej odświeżenie i czy jest wysokiej klasy używalności. Pod uwagę trzeba wziąć również budżet. Cena przeważnie odzwierciedla jakość, nietypowe wzornictwo czy jakieś nowinki techniczne. 

W końcu pozbyłam się wykładziny, która niestety miała już swoje lata. Zaopatrzyłam się w zakup grubszych paneli, które mają wysoką odporność na ścieralność. Wybór był potężny; zależało mi na tym, aby były jasne, w naturalnym kolorze, słoneczne, z wyraźnymi sękami, w których zaklęty jest cały urok. Kilka modeli przykuło moją uwagę, kupiłam 'jesion biały', który spełnia moje oczekiwania.

DODATKI STANOWIĄ WAŻNY ELEMENT
Styl skandynawski nie do końca musi być spokojny i stonowany. Ogromną rolę odgrywają dodatki, które wbrew pozorom stanowią bardzo ważny element - muszą przełamać minimalistyczny, momentami chłodny charakter wnętrz. Powstało mnóstwo miejsc, w których można je zakupić. Problem może stanowić różnorodność, jeśli mamy tyle opcji do wyboru. Poza tym, na drodze staje niekiedy zasobność portfela, jednak mimo to warto stawiać na jakość, która zazwyczaj chodzi w parze z ceną. Bo co z tego, jeśli dana rzecz jest piękna, skoro niezbyt trwała i zaraz będzie trzeba ją wymienić?


Przeglądając stronę Artgeist, miałam ogromny dylemat. Nie wiedziałam na co się zdecydować. Z całego asortymentu wiele rzeczy przykuło moją uwagę, jednak nie każde z nich pasowałoby do wystroju mojej sypialni. Uznałam, że świetnym elementem dekoracyjnym stanowić będzie obraz, o wymiarach 70 x 105. Przyciąga wzrok, a przede wszystkim idealnie uzupełnia wnętrze. Techniką, jaką został wyprodukowany to wydruk na płótnie.

W planach mam zakup jeszcze kilku innych dodatków. Ma być miło, domowo i przytulnie! :)

OŚWIETLENIE
Ostatni akcent do wnętrza w stylu skandynawskim. Odpowiedni dobór lamp pozwala stworzyć przyjazny nastrój, który sprzyja odpoczynkowi. Dlatego poza górnym źródłem światła, dodatkiem są lampki nocne lub kinkiety, które pozwolą na regulację ustawienia strumienia światła, jednocześnie nadając klimat. Miejsce w mojej sypialni zajmują również świecące kule i motyle, które można zakupić za grosze.


Przykładacie dużą uwagę do wnętrz? Jaki styl podoba Wam się najbardziej? Gdzie najczęściej kupujecie dodatki?

CO PO MATURZE? CZY STUDIA SĄ AŻ TAK NIEZBĘDNE?


Przede mną ostatnia klasa technikum. Matura. Egzamin zawodowy. O tyle, ile o egzamin jestem spokojna, bo mój profil (organizacja reklamy) nie sprawia mi problemu, to o maturę zaczynam się trochę martwić. Chcę zdać każdy przedmiot, na tyle procent, aby wynik był satysfakcjonujący. Istnieje jeszcze szansa poprawek, ale mam nadzieję, że uda mi się dobrze zaliczyć wszystko za pierwszym podejściem. 

Profil, na którym jestem, był słusznym wyborem. W dziedzinie reklamy rozwijam się i zdobywam wiedzę. Planuję także związać się z tą branżą zawodowo (co poniekąd już trwa). Na moim blogu również można znaleźć wpisy odnoszące się do marketingu, bo chciałam pisać 'lekkim piórem' o tym, w czym czuję się dobrze i w temacie, który lubię (choć jeśli jesteś ze mną od samego początku zapewne wiesz, że tematyka mojej strony zmieniała się, i to nie raz). 

Na chwilę obecną jestem przede wszystkim blogerką. Czyli dziennikarką, copywriterem, korektorką, marketingowcem, PR-owcem i przedsiębiorcą w jednym. Piszę artykuły na zlecenie, nawiązuję współprace z firmami, angażuje społeczność. To też jest praca. Oprócz tego obejmowałam stanowisko także jako influencer marketing, a obecnie jako freelancer. W międzyczasie wpadło jeszcze kilka sezonowych lub dorywczych prac, jak np. audytor inwentaryzacji, praktyki w studiu fotograficznym. Najważniejsze jest zaangażowanie, które przekłada się na sukces. Daje ono motywację do szkolenia się, pogłębiania swojej wiedzy i rozwijania umiejętności. Ja dzięki temu mam co wpisać do CV, mimo że jeszcze nie mam ukończonej szkoły. 


Czy studia są niezbędne?
Studia to mimo wszystko poważny wybór i warto go przemyśleć dobre kilka razy, żeby potem nie żałować źle podjętej decyzji. Część ludzi mimo ukończenia danego kierunku ma problem ze znalezieniem pracy, bo dla większości pracodawców już nie liczy się samo wykształcenie, a doświadczenie i umiejętności. O tym powinni pamiętać wszyscy, którzy studia mają przed sobą.

Jeśli Tobie marzy się wysokie stanowisko w korporacjach lub wykonywanie zawodu bardzo specjalistycznego (prawnik, lekarz, inżynier, pedagog itd.) - bez studiów się nie obejdzie, bo to wymaga odpowiedniego przygotowania. Wszystko zależy od tego, jaki masz plan na życie. Warto jednak zaznaczyć, że ten papier nie wystarczy, aby podbić rynek pracy. Zdobycie wyższego wykształcenia aktualnie jest prawie że na wyciągnięcie ręki - może to zrobić każdy, przy odrobinie dobrej woli i odpowiedniej zawartości portfela. Jeśli jednak planujesz karierę w zawodzie, w którym studia nie są koniecznością lub planujesz założyć własną firmę, wiedzę i umiejętności możesz zdobyć ucząc się samodzielnie na kursach.

Mi bardzo podoba mi się droga, którą podążam i cieszę się, że udało mi się już zaangażować w tyle projektów. Dzisiejszy świat daje dużo możliwości, wystarczy chcieć z nich skorzystać. Można poradzić sobie bez problemu, nie mając wyższego wykształcenia, a przede wszystkim być przy tym szczęśliwym. 

Póki co, dobrze mi idzie, więc nie obawiam się przyszłość. Zarabiam własne pieniądze, kształtuję się w dziedzinie marketingu i reklamy. Na chwilę obecną bez tego rynek nie może istnieć i raczej nie zapowiada się na to, by miało się to zmienić, dlatego nie widzę żadnych powodów do niepokoju.

Podsumowując:
Każda droga jest dobra, jeśli jest przemyślana i korzystna. Spójna z planem na życie. Jeśli go nie masz - daj sobie czas, by go znaleźć, bo wszystko w międzyczasie może się zmienić. Najlepszym rozwiązaniem jest... rozglądanie się. Szukanie czegoś, co Cię pochłonie. Jeśli Twoją pasją jest  załóżmy fotografia, to może warto przekształcić ją w zawód? :) Nie ma nic lepszego, niż wykonywanie pracy, która sprawia nam przyjemność. Jeśli np. interesuje Cię chemia, biochemia, anatomia i fizjologia człowieka, genetyka, to idealnym dla Ciebie kierunkiem będzie dietetyka. Wyższa Szkoła Rehabilitacji w Warszawie przedstawia ciekawe ofertę.

Nie ma sensu robić czegoś na siłę. "Dla papierka", "bo rodzice kazali", "bo wszyscy tak robią. Serio. Wiecie jaka jest presja społeczna - KAŻDY MUSI MIEĆ STUDIA. Nie ma znaczenia, co chce robić, kim chce zostać, MUSI. I większość osób, którzy nienawidzą studiów, ulegają, po czym nie wiedzą co ze sobą zrobić. Boją się zrezygnować, bo są przerażeni reakcją rodziców i znajomych. A istnieje równie dobrze inne wyjście, które może być również skuteczne i prowadzić do życiowego sukcesu. Nieważne jaką decyzję podejmiesz - czy będziesz studiować czy nie - nie jesteś z żadnego powodu lepszy lub gorszy od innych. Jeśli masz dylemat "co po maturze" odpowiedź jest prosta - rób to co czujesz.

Nie namawiam do podjęcia decyzji pod wpływem mojego wpisu. Ale jeśli stajesz przed tak ważnym wyborem zastanów się kilka razy. Bo chyba nie chcesz się męczyć?

WARTO PODRÓŻOWAĆ! CZYLI CO DAJE MI PODRÓŻOWANIE?


Od dziecka planowałam, które miejsca chcę zobaczyć gdy dorosnę, z nadzieją, że uda mi się je zobaczyć. Oglądałam relacje znanych podróżników i wierzyłam, że i mi również kiedyś przytrafi się taka możliwość, by je zrealizować, choć wiedziałam, że niektóre będą wymagały ode mnie mnóstwa odwagi, cierpliwości, a jeszcze inne ogromnej spontaniczności.

Szanuję kraj, w którym się urodziłam, jego historię, ale nie uznaję tego jako argumentu, by spędzić całe  swoje życie na tym jednym obszarze. Uważam, że świat jest warty jego zobaczenia, dlatego staram się jak najwięcej podróżować. To właśnie wszelkie wyjazdy kształcą i rozwijają moją osobowość. Nie tylko dlatego, że poznaję inny świat, ale przede wszystkim przez to, że wreszcie mam czas i spokój, żeby bardziej poznawać siebie, kreować swój światopogląd i opinie. Podróże dają mi wiele pomysłów, które potem mogę wcielić w swoje życie. Poznaję kolejne miejsca, a razem z nim nawiązuje znajomości, odkrywam inne kultury i zwyczaje.

Podróżowanie to również niesamowita okazja do używania wszystkich języków, które znam. W końcu mogę wykorzystać je w praktyce i to nie tak jak zazwyczaj na piśmie, ale werbalnie :) Zawsze uczę się chociażby tych kilku zwrotów w języku urzędowym danego kraju. Wycieczka - nieważne czy krajoznawcza czy z zamiarem odpoczynku powinna nieść za sobą jakiś pożytek. Wiem, że teraz można praktycznie wszędzie dogadać się w języku angielskim, ale znajomość kilku najprostszych wyrażeń typu: dzień dobry, do widzenia, dziękuję czy przepraszam przydaje się za każdym razem. 

Podróże to wypoczynek
Dzięki podróżom mogę chociaż na chwilę odciąć się od swojego życia. Mam tu na myśli wszelkie obowiązki i spięcia związane z pracą. Mam wreszcie trochę więcej wolnego czasu na przemyślenia na temat tego, co chcę dalej robić, zmienić czy też to, jakie są moje dalsze plany. Sami przyznajcie - jeśli zdarza Wam się podróżować - łatwiej się myśli będąc w pewnym dystansie od codziennego życia i rutyny, od której często mamy ochotę się odciąć. Według mnie każde miejsce jest warte obejrzenia, ponieważ może kryć w sobie wiele ciekawych rzeczy. Doceniam to, co otacza mnie w danym miejscu i jak duży ma wpływ na wrażenie wynikające z wyjazdu. Uważam, że wybór odpowiedniego hotelu, miejsca do wypoczynku, barów/restauracji czy knajp mocno wpływa na nie. Co prawda, nie wszystkie podróże należą do najtańszych, dlatego warto planować wyprawy z wyprzedzeniem. Wcześniejsza rezerwacja daje o wiele szerszy wybór, gwarancje miejsca i z reguły niższe ceny. Mimo wszystko podróż, nawet ta zaplanowana w najdrobniejszych szczegółach, może rządzić się swoimi prawami. Nie zawsze jest tak, że coś w stu procentach idzie po mojej myśli.


Podróże nauczyły mnie tego, że nie wszędzie jest tak samo. Pokazały tym samym wielką niesprawiedliwość, choć nigdy nie wierzyłam, że świat do sprawiedliwych należy. Im więcej nowych miejsc, tym więcej odkrywałam, dowiadywałam się nowych rzeczy, uczyłam się czegoś innego. Obserwowałam ludzi, ich decyzje. Starałam się dostrzec różnice, które były między nami i zrozumieć, dlaczego na pewne sprawy patrzymy inaczej.

Kuchnia danego regionu
Każdy kraj słynie ze swoich potraw - takich, które trzeba koniecznie spróbować. Owszem, można je samemu zrobić w domu, ale nigdy nie będą one smakowały identycznie. Ich smak w stu procentach może oddać jedynie mieszkaniec danego kraju, który zna ich prawdziwą recepturę. Dlatego jeśli jestem w danym miejscu uwielbiam próbować wszelkie dania. Uwielbiam kuchnię, w której przeważają ostre smaki. Z każdego z wyjazdów przywożę również pamiątki. Cokolwiek miałoby to być. Biżuteria, element garderoby. Choć najczęściej są to po prostu zdjęcia, dzięki którym mam uchwycone te wszystkie piękne miejsca. Dobrze jest mieć coś "namacalnego", żeby potem móc wrócić do tych wspomnień i dzielić się nimi razem z innymi. Czasami lubię wspominać również moje wycieczki szkolne, co jak co, ale dzięki nim zwiedziłam dużo pięknych miejsc w Polsce.

Jedynie czego mi szkoda, to fakt, że przez tą różnicę kultur nie wszyscy są dobrymi ludźmi. Nie szanujemy się wzajemnie, tworzymy bezsensowne kłótnie i wojny. Zakazy i nakazy. Podziały ludzi na lepszych i gorszych, tych nic nie wartych, biedniejszych i bogatszych jest już na porządku dziennym. A bez tego wszystkiego na pewno dla większości żyłoby się o wiele lepiej. 


A Wam co daje podróżowanie?

GRANICA PRYWATNOŚCI W MEDIACH SPOŁECZNOŚCIOWYCH. GDZIE ISTNIEJE?


Ostatnio zastanawiałam się nad tym, gdzie dla influencera, blogera (jak i dla jego odbiorców), ale także dla osób posiadających inne social media, istnieje granica prywatności. Gdzie jest jej początek, a gdzie koniec. W świecie blogosfery istnieje tak duża ilość blogów, że dla każdego taka granica będzie przebiegać gdzie indziej.

Prowadzę bloga od ponad trzech lat i za każdym razem, kiedy tworzyłam bardziej osobiste wpisy biłam się z myślami, czy to, co chcę, żeby było w nich zawarte nie jest zbyt prywatne i czy powinnam faktycznie tym się podzielić ze swoimi odbiorcami. Dla większości to naturalna kolej rzeczy, jeżeli regularnie tworzą w sieci i osoby, do których trafiają są dla nich ważni. Mimo wszystko, uważam, że pewne informacje nie powinny wychodzić poza naszą prywatną sferę. Tak, mi również zdarzało się udostępniać w mediach społecznościowych wycinki z mojego życia. Opisywałam różne sytuacje, dzieliłam się zdjęciami. Mimo wszystko, nie rozumiem tej całej idei odczuwania potrzeby dzielenia się dosłownie WSZYSTKIM. Każdy ma na to swój sposób. I dla niektórych jest to niestety tak ważne, że prywatność stała się mniej znacząca.

Prywatność w social media
Można powiedzieć, że "filozofia carpe diem weszła na kolejny poziom". Łapiemy każdą chwilę, zatrzymując ją w kadrze i udostępniając w dobie wszechobecnych mediów społecznościowych. Dokumentujemy telefonem absolutnie prawie wszystkie sytuacje czy rzeczy - zaczynając od jedzenia i zdjęć aut, na scenach z życia rodzinnego kończąc. Pokazujemy dosłownie wszystko, co moglibyśmy pokazać. Kiedy nam coś nie wychodzi, kiedy coś jest nie takie jakie powinno być, a chcemy sobie to jakoś zrekompensować, szukamy poklasku. Ktoś nas musi pochwalić albo powiedzieć, że wcale nie jest tak źle. Wylewamy siódme poty na treningach, ale nie tylko dla samego zdrowia i własnego, dobrego samopoczucia. Nie kupujemy kawałka szarlotki dla smaku. Wszystko dla zdjęcia.


Instagram może działać jako źródło inspiracji, bo tu trafiamy na ludzi o zainteresowaniach podobnych do naszych lub czymś nas inspirujących. Ale być może z czasem zauważycie też to, że Instagram nie jest już miejscem do wstawiania zwykłych zdjęć, a prężnie rozwijającym się biznesem i miejscem konkurencji. Tak samo jest ze Snapchatem. Psujemy potwornie relacje międzyludzkie. Jeśli ciekawi was co dzieje się u waszego starego znajomego, którego nie widzieliście od lat, dawniej byście nawiązali kontakt - nie wiem, zadzwonili, napisali list, a dzisiaj wystarczy, że wejdziecie na 'story' i już wszystko wiecie. Nie musicie się nawet odzywać. Chore, prawda?

Nie da się zaprzeczyć, że obecnie żyjemy życiem innych. To już nie te czasy, w których zazdrościł nam tylko sąsiad, bo w sumie tylko on widział, jakiej marki samochód stoi na naszym podjeździe czy to, co tachamy w torbach do domu. Życie życiem innych stało się celem, a dorównywanie im ścigając się w wynikach złotym środkiem. 

Z jednej strony, można powiedzieć, że jeśli ktoś ma szerokie grono odbiorców, to nic dziwnego, że chce zachować wobec nich szczerość, ukazywać swoje życie "bez filtra", dzielić się ważnymi momentami. Nie ingeruje w to, jeśli ktoś tak postrzega, mimo wszystko moim zdaniem sytuacja taka jak choroba, śmierć członka rodziny czy inna rodzinna, życiowa sprawa nie powinna być rzeczą, o której wie cała społeczność. Jestem osobą, która raczej nie mówi aż tak osobistych rzeczy, granica mojej prywatności jest raczej dość wybiórcza. Od razu zaznaczę, że nie chcę wrzucać wszystkich do jednego worka, bo wiem, że każdy może mieć inną opinię na ten temat.


Zdjęcia w profilach społecznościowych
Nic dziwnego też, że coraz więcej osób ma obniżone poczucie własnej wartości i problem z akceptacją swojego wyglądu, skoro wizerunek współczesnej kobiety czy mężczyzny jest nierealny. Dążymy do ideałów rodem z kolorowych okładek magazynów. Zmierza to w tak złym kierunku, ten cały wymóg, żeby być idealnym na każdym ze swoich internetowych profilach. Przeglądamy zdjęcia innych jak kurwa propozycje mebli z katalogu. Dlatego uważam, że dobrze, że wszedł zapis, który mówi, że każde zdjęcie podane obróbce graficznej wykorzystywane w kampanii reklamowej musi mieć specjalną adnotację: Photographic retouchee. I to tak jak na paczkach papierosów - ostrzeżenie w formie czarnego napisu na białym tle. Pamiętajcie, że to Wy ustalacie swój własny kanon piękna; to, czy jesteście z niego zadowoleni, niezależnie od tego, czy odbiega od norm prezentowanych w social media i popkulturze.

ZARABIAM PONAD 100 ZŁ ZA GODZINĘ


Mówią, że sztuką jest zarabiać na tym, co się lubi, czyli na swojej pasji. W sumie brzmi nieźle - wstajesz rano i od razu pierwsze co robisz to poświęcasz się swojemu hobby i jeszcze za to dostajesz pieniądze. Żyć, nie umierać, co?

Temat zarabiania na blogu co prawda nie jest już tak kontrowersyjny jak sprzed paru laty, jednakże dalej wywołuje negatywne skojarzenia i emocje. Nie raz słyszałam pytanie: "W ogóle coś zarabiasz na tym blogu?" No bo jak to, pisać tak dla czystej przyjemności. 

Za każdym razem podkreślam, że to nie zyski były powodem do tworzenia wpisów w internecie, bo gdybym tylko tym się kierowała, zapewne nie doszłabym do tego etapu, w którym jestem teraz. Gdybym nie widziała żadnych efektów swojej "pracy" przestałabym publikować, a nie taki był mój cel - od razu byłoby widać, że moja strona powstała tylko dla pieniędzy i na pewno nie trwałabym w blogowaniu ponad trzy lata. 

Zależy mi na tym, by blogosfera rozwijała się w jak najlepszy sposób. Wiem, że większość blogerów nie bloguje dla pieniędzy, w tym również ja. Niemniej jednak, angażując spore pokłady w swój rozwój, zaczęłam zastanawiać się, czy mogłabym z tego uczynić sposób może nie tyle co na pełnoetatową pracę, a na zwyczajny dorobek. Wychodząc naprzeciw wszystkim opiniom uważam, że wcale nie ma w tym nic złego.

Dotychczas odnajdywałam mnóstwo blogów o podobnej tematyce - z własną domeną i grafiką wysokich lotów. I trudno było mi było na początku odnaleźć się w tym wszystkim - i technicznie, i mentalnie, i także finansowo. Szczególnie w tym ostatnim aspekcie miałam duże wątpliwości, czy to co robię ma "ręce i nogi". Dzisiaj wiem, że ma :) Jeśli dana strona ma wartościowe treści, to sama się obroni. Wiadomo, że można się reklamować, ale przecież nie zmusi się nikogo do czytania.


Podobnie jest z innymi zawodami. Bycie "w miarę dobrym" w czymś nie wystarczy. Jeśli powiedzmy chcesz być grafikiem, to każdego dnia musisz przerabiać setki tutoriali, robić retusze i fotomontaże. Jeśli zakładasz bloga, a nie jesteś w stanie napisać chociaż jedno tekstu w ciągu miesiąca - to niestety, ale to raczej nie jest dla Ciebie. 

Dobry blog zyskuje naprawdę dużo propozycji współprac. I to, że dany mój wpis nie jest oznaczony jako "sponsorowany" nie znaczy, że taki nie jest. Ale bądźmy szczerzy - gdybym odpisywała na każdy mail z chęcią współdziałania, z mojej strony stałby się śmietnik. Nie chcę tworzyć gniota, więc odmawiam. Odrzucam niektóre zapytania, piszę po prostu o tym co chcę. Owszem - mogłabym zarabiać więcej, ale czy warto? Stawiając się na miejscu czytelnika, czy chciałabym wchodzić i czytać o "wszystkim i niczym"? Niezupełnie.

Reasumując: Czy w ogóle zarabiam na blogu? Owszem. Każdy może. Jednakże warunek jest jeden: pasja. Dzięki niej będziesz tworzyć teksty, które ludzie będą chcieli czytać. Bez tego nawet nie zaczynaj, bo to nie ma sensu.


I odwołując się do tytułu wpisu - nie, to nie clikbait :) Jednakże chodzi tu tylko o kwestię zarabiania na blogu, a stawka za godzinę nie podlega pełnemu etatu - bo tu częstotliwość wypłat jest zależna od ilości wykonanych zleceń :) W moim przypadku taka kwota wychodzi za godzinę tworzenia tekstu.

Jakie jest wasze zdanie w kwestii zarabiania na blogu? Albo ogółem - w internecie? Jeśli ktoś jest zainteresowany mogę stworzyć oddzielny wpis na temat tego, jak ja zarabiam. Piszcie swoje opinie w komentarzach!

UKRYWANIE BLOGA. CZY WARTO?


Prowadzenie bloga niesie za sobą szereg nieprzyjemności związanych z wystawieniem się na forum publiczne. Często ludzie wykorzystują szerzące się hejterstwo i wystawiają nas na multum różnych opinii. Niekoniecznie tych zawsze pozytywnych.

Bycie blogerem stanowi dla mnie pewną część tożsamości. Daje mi dużo możliwości: mogę podzielić się własną wizją, doświadczeniem, poglądami. Mogę wyrazić siebie, a tym samym inspirować tysiące innych osób. To coś więcej niż publikowanie "foteczek". To praca prawie jak każda inna, mimo to traktowana nadal z przymrużeniem oka. Z każdym miesiącem poprawiam swój styl, pracuję nad swoją stroną. Dlatego wiem też dobrze, że nie powinnam ukrywać własnego tworzenia w internecie, mimo że opinie mogą być różne i dla kogoś może wydawać się to infantylne.

Internet jest dostępny dla każdego. I to, że ja nikomu nie powiem o tym, że prowadzę bloga, na którym publikuję wpisy nie oznacza, że sam tego nie znajdzie. Po co mam przy każdym bardziej osobistym bądź ostrzejszym wpisie myśleć, czy to jakoś wpłynie na mój wizerunek wśród znajomych. Chcę móc dalej swobodnie podpisywać się imieniem i nazwiskiem pod tym blogiem. Blogiem, którego prowadzę ponad trzy lata. Miliony zapisanych znaków, setki głoszących go obserwatorów, kilkadziesiąt współprac z markami.  Poświęcam na niego multum czasu. Obmyślam, tworzę, kreuję. Dlaczego więc mam się chować z nim przed światem? Ci, którzy nas znają, tak czy siak zawsze nas znajdą - rozpoznają przecież po stylu pisania czy kompozycji liter w nazwie.


Tak bardzo chcemy, żeby inni dobrze o nas myśleli - przeżywając każde swoje potknięcie...  A tak naprawdę wcale nie mamy na to wpływu. Najlepiej jest robić swoje - ludzie, którzy nie zrozumieją pójdą w cholerę, a Ci którzy będą chcieli zostaną. Nigdy do końca nie dowiesz się co tak naprawdę myślą o Tobie inni, nawet gdyby składali różne deklaracje na Twój temat. A budowanie sentymentu do naszego wizerunku wbrew pozorom nie jest trudne. Dzięki takiemu zaprezentowaniu swojej osoby nie tworzymy tylko bloga lub strony, ale także własną markę. To tworzenie unikalnej relacji z odbiorcami. Warto więc przemyśleć czy ukrywanie się sprawi nam więcej korzyści niż pokazanie się od tej lepszej strony.

Bądźcie pewni siebie, doceniajcie to co robicie i nie wstydźcie się pokazać swoje blogi znajomym. Róbcie wszystko, by dalej się rozwijać i nie patrzcie na to, czy komuś to odpowiada czy nie. Po prostu róbcie swoje i nie rezygnujcie!

Czy warto ukrywać się jako bloger? Co o tym sądzicie? Jaki był Wasz wybór? Opiszcie trochę jakie były reakcje Waszych znajomych. Jestem bardzo ciekawa. A jeśli nie prowadzicie własnej strony, to rozruszajcie wyobraźnię - powiedzielibyście o niej innym?